Posty

No i skończyło się rumakowanie. Tydzień zapaści, tydzień zmartwychwstania i znowi czarna dupa czyli trzecia chemia. Zauważylam, że im ciężej znoszę pierwsze dni po wlewie tym bardziej łapczywie oddaję się życiu w następnym tygodniu. Dostaję życiowego adhd - sprzątam, gotuję ...albo robię remont kuchni w wersji instant czyli w trzy dni. Potem znowu zapaść i tak w koło. Dziś znowu jestem na oddziale i wlaśnie czekam na swój koktajl mołotowa. Na razie próbują mnie wykończyć zapachami szpitalnego jedzenia. Mam wrażenie, ze to jest jak na warunki szpitalne niezłe zarcie, ale kompletnie nie moje. Zapach typowo polskiej zupy warzywnej na klasycznych przyprawach typu vegeta natychmiast mnie wiesza nad muszlą klozetową. Falafela, hummusu, pieczonej papryki i tofu tikka masala w życiu bym nie zwymiotowała, a na samą myśl o arabskiej i bałkańskiej kuchni mam ślinotok. Ale jarzynowa dziś jest mi obca ideologicznie. W ogóle pobyt w szpitalu powinien być zabroniony. Kiedy widzę ludzi tak strasz...
Powoli zmartwychwstaję. Bardzo powoli, ale jednak. Serce bije wolno, ale bije. Oglądam na youtubie tutoriale, jak wiązać chustę (hijab). Bardzo ciekawe doświadczenie. Widzę arabskie dziewczyny o przepięknych twarzach i makijażach jak Kim Kardashian, z rzęsami jak żagle a ustami jak maliny; wiążące na głowach przecudnej urody chusty wszelakie (hmm, ja mam dwa stare pareo, w tym jedno z dziurą i jedno coś do motania wokół szyi jak jest chłodno w kolorze "KiedyśByłoRóżowe") ... Wniosek na dziś? Najpierw powinnam kupić sobie jakiś ładny kawałek materiału a potem muszę się nauczyć malować porządnie żeby w ogóle startować do wiązania chusty. Inaczej będę wyglądała jak przodująca dójka. Nic mnie nie uratuje. Zdziwiła mnie jedna rzecz. Otóż dziewczyny mają pod chustami takie przylegające do głowy cieniutkie czapeczki. I dopiero na to wiążą swoje hijaby. Matko, jak im musi być gorąco! I zaczynam myśleć o jedzeniu. To jakaś jest psychoza maniakalno-depresyjna. Nie jem...
Chorowanie odczłowiecza. Tracę swoje emocje, tracę swoje ciało, siły. Pocę się, mam mokre ciuchy, nie mam siły wziąć prysznica ale zataczając się stoję pod strugą i głośno wciągam powietrze, żeby nie zemdleć. W poniedziałek po drugiej chemii już czulam się źle. Jakby mi ktoś zakręcił kran z dobrym samopoczuciem, silami, apetytem. W ciągu godziny osłabłam, a wszelka myśl o jedzeniu wyparowała mi z głowy, w zamian pojawiły się mdłości. Leżałam na wznak bez ruchu, żeby nie uruchamiać rzygopędnej maszyny. Pod wieczór poszłam do pielęgniarek z prośbą o zastrzyk przeciwwymiotny. Dostałam. Zadziałał skubany tak, że gabinet zabiegowy spadł mi na głowę. Ciśnienie poleciało w dół, śmigłowiec w głowie, a jak mi się chciało rzygać tak mi się chciało dalej, tylko bardziej. Do rana pielęgniarki czuwały nade mną a ja leżałam nieruchoma, bo mdlości. To bylo w poniedzialek wieczorek i tak jest do dziś, do czwartku, z niewielkimi zmianami. Jem arbuzy. To moje zbawienie. Bez nich pewnie dalej byłabym z...
Życie jest piękne!!! Kiedy nie boli głowa, nie ma nudności i można myśleć ciągle o jedzeniu. Od soboty mam taki przypływ energii, że aż się muszę pilnować bo mam zrywy higieniczne i kulinarne. Od czasu do czasu robię się ciutkę słabsza - na przykład rośnie mi temperatura do 37,3 a za chwilę znowu 36.8. I taka sinusoida przez dwie godziny. Nauczyłam się wyłapywać podniesienie temperatury bo od razu czuję lekkie osłabienie. Wtedy zasiadam na kanapie i z czystym sumieniem nie robię nic. Zajebiście fajne uczucie dać sobie prawo do robienia "nic". A drugie cudowne jest to, że moi panowie naprawdę o mnie dbają. Sprzątają, piorą, gotują, zmywają, odkurzają. Ja sobie siedzę i odpoczywam a wokół wszystko gra. I tak sobie myślę o tych wszystkich kobietach w podobnej sytuacji, które nadludzkim wysiłkiem muszą zwlec się z łóżka i oporządzić dobytek, bo panowie mają dwie lewe ręce i sobie nie poradzą. Albo jak kobieta jest chora to dom porasta mchem i paprocią, a chłopiny muszą bieda...
Co ja sobie myślałam? Że będę leżała w atłasowej pościeli albo na szezlongu i odpoczywała dystyngowanie, otoczona gromadą cichej służby? Że będę skubać bez entuzjazmu śliweczki i czeresienki, albo lekkostrawny obiadek? No, myślałam. Od dziś nauczka dla mnie, żeby nigdy niczego sobie nie wyobrażać. Zaczynam wierzyć, że gdzieś tam, jeden diabeł wie gdzie, siedzi jakaś złośliwa mała żmija i jak tylko wyłapie czyjeś wyobrażenie, nadzieję, że będzie "jakoś",  to stuka na klawiaturce tymi swoimi żmijowymi paluchami (żeby ci uschły cholero jedna) i wszystko, ale to absolutnie wszystko idzie inaczej. Do doopy. Tuż po wlewach czulam się w miarę przyzwoicie. Troszkę słaba, lekko podtruta, zmulona delikatnie ale chodzilam o własnych silach i nawet we wtorek wieczorem zjadłam lekką kolację. Horror zaczął się w środę rano. Najpierw okazało się, że przejście do toalety to wysilek niewyobrażalny, po pierwsze uginały się pode mną kolana, poza tym tak kręciło mi się w głowie, że nie mogłam...
Wczoraj :) Muszę, no muszę o tym napisać bo to się po prostu w głowie nie mieści ale to jest pozytywne niemieszczenie. Po doświadczeniach na Wawelskiej w Klinice Onkologii, gdzie jest paskudnie, po Europejskim Centrum Zdrowia w Otwocku gdzie jest dość przyzwoicie ale jakoś tak ...archaicznie, nagle trafiłam do Magodentu, do rocznej kliniki. Magodent należy do Luxmedu i zawsze mi się wydawało, że to miejsce dla korpoludków których ubezpiecza firma albo dla bogatych ludzi, których stać na leczenie prywatnie. Okazuje się, że można mieć mega wysokie standardy i leczyć w ramach NFZ. Czysto, super architektura, wystrój, kolory, dużo siedzeń, klimatyzacja działa, czysto wszędzie. No dziw jakiś. Najpierw podczas przyjęcia dostałam zielony listek do naklejenia na ubranie - jako sygnał, że jestem świeżakiem i trzeba mnie traktować wyjątkowo. Potem pani pielęgniarka z pokoju zabiegowego wpięła mi się w port donaczyniowy delikatnie i odprowadziła na oddział. Tam druga pielęgniarka oprowadziła ...
Cale życie się przygotowywalam do tej chwili. Wszystkie trudne sytuacje, porażki, bolesne upadki, załamania, braki wiary i bezsilność. I wszystkie zwycięstwa nad swoją slabością, wzloty, osiągnięcia - prowadziły mnie do dzisiejszego dnia. Najpierw na kolana, kiedy myślałam, że się nie podniosę. A potem wstawalam, otrzepywałam kolana, wycierałam gile i łzy i do boju. Czasami jak Scarlet OHara mowilam sobie "jutro o tym pomyślę, jutro będę się martwila". Zbierałam siły i doświadczenia aby dziś stanąć do walki. Brzmi koszmarnie patetycznie i wzniośle, ale tak to czuję. A jeszcze świat mi sprzyja. Pogoda w sam raz, nie za ciepło i nie za zimno. I jeszcze tak mi się wszystko poskladało, zebym sobie poradzila. Jakby los mnie przygotowywał do tej trudnej walki. Dwa lata temu zaczęłam biegać i ćwiczyć intensywnie na silowni - wzmocnilam organizm, wytrenowalam serce, obniżyłam tętno. Zmieniłam dietę. Małż w międzyczasie skonczył swoją terapię systemową i jest dla mnie ogromnym, ś...