Czasem słońce, czasem deszcz. Pogoda wciąż ładna ale u mnie zmiennie. Jasne, mogłabym poudawać, że w sumie jest git, czuję się całkiem dobrze i chorowanie zależy tylko od naszego nastawienia. Gówno prawda. Mogę się nastawiać do usrania a i tak jak mnie złapie kryzys to jest dno i muł. No więc dzisiaj z mułu już wychodzę ale wczoraj było źle. Fizycznie, bo żołądek mi się buntuje od dwóch tygodni i nie mogę wyjść na prostą. Zawsze miałam płaski i mocny brzuszek a teraz jestem jak rekin - rozszerzam się w połowie. Czuję wszystko, co zjem. Poza tym wypadają mi brwi. Z włosami jakoś sobie poradziłam emocjonalnie. Łysa mogę być przez chwilę ale brwi to mój must have, tym bardziej, że zawsze miałam ładne, nie rasowane, naturalne. A teraz zrobiły mi się takie wypsiałe, że aż mi trudno cokolwiek sobie dorysować. Tego nie uwzględniłam w swoich planach. Rzęsy też padły. Pajęczynki mam, jeżeli w ogóle je jeszcze widać. I wczoraj dopadł mnie kryzys. Za dużo tego. Popłakałam sobie, poużalałam się ...
Posty
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Dzisiaj kolejne tankowanie. Ja nie wiem, co oni we mnie leją, ale trudno mi będzie zrezygnować. Żart. Słyszałam, że pomimo powtarzalności smakołyku to każda chemia (w sensie że każde tankowanie) jest inna. A właściwie to, co później. Po pierwszym miałam ADHD. Totalny odlot. Czułam się i zachowywałam jak wiewiór po red bullu. Kuba syn patrzył na mnie z niejakim zdumieniem pomieszanym z niesmakiem, udawanym trochę i co chwila pytał: "coś ty paliła kobieto?" albo "co oni ci dali, to nie jest zakazane? Wariujesz gorzej ode mnie jak mam głupawkę roku". Co racja to racja. Pobiłam rekordy. Chichotałam, podskakiwałam, tańczyłam, robiłam miny, błyskałam dowcipem a riposty to miałam cięte jak katana. Druga i trzecia chemia pomimo nadziei, że będzie tak samo cudownie jednak trochę mnie zawiodła. Po jednej byłam osłabiona, po drugiej weszłam w zażyłe stosunki z kibelkiem. Pisałam o tym, więc gównianych wątków nie będę powtarzać. Dzisiaj jest czwarty wlew (lalala!!! już w za...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Latoooooo...wracaj proszę. Tak mi się podobały upały i możliwość siedzenia w pokoju przy otwartym balkonie i wygrzewających się na zewnątrz kotach, że teraz mam smutność. Świeci słońce i oszukuje, że jest ciepło, a nie jest. Obraziłam się i koniec. Wróciłam do pracy. Nie powiem, że pełną gębą bo umiem prowadzić 5 dni warsztatowych pod rząd w ciągu jednego tygodnia, a teraz to kulturalnie tylko w czwartki i piątki czyli dwa dni w każdym tygodniu. Tak przynajmniej planowałam. W końcu kazali się oszczędzać i dbać o siebie. To dbam. Ha! Kiedyś, kilka lat temu, kiedy sobie marzyłam, jak chciałabym pracować, to wizualizowałam, że jak będę miała w miesiącu 8 dni szkoleniowych - będę szczęśliwa. Dziś wróciłam do opcji tychże 8 dni i traktuję je jako "lajcik". I w ogóle sobie myślę, że jest ok i nie mam prawa narzekać. Kilka dni temu czatowałam z dziewczyną, która wychodzi do domu ze szpitala po...uwaga...100 dniach! Ludzie! Ile trzeba mieć w sobie determinacji, wewnętrznego ł...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Sceny ze szpitala. Siedzimy sobie z małżem na sofach na wprost wejścia i gadamy. "Patrz, Pani ma takie okulary słoneczne jak Twoje"- mówi małż. To patrzę. Wchodzi pani. Nieduża, szczupła, w cygaretkach i jakichś ładnych, płaskich pantoflach. Do tego krótki żakiecik/kurteczka a na głowie nieduży, ale bardzo twarzowy i gustowny sportowo dandysowaty kapelusz. No i okulary. Widać, że starsza, ale tak gustownie wyglądała, że mnie zachwyciła. Godzinę później stoję na pierwszym piętrze i ...gadam z małżem. W pewnym momencie ktoś podchodzi do mnie i mówi do ucha: "Chciałam pani powiedzieć, że wygląda pani świetnie bez włosów i super, że pani tak chodzi". Odwracam się, Stoi pani od kapelutka. Zaczęłyśmy rozmawiać, jak podziwiałam jej outficik, ona mój. I mówi: "Bo ja do tego kapelusza to specjalnie jeżdżę kabrioletem. A co! Tylko mi ucho zawiało i muszę mieć przełożoną chemię. Jeżdżę z koleżanką, tylko ona jest głucha to jej wiatr nie szkodzi. Ale teraz sobie wkłada...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Obnoszę się ze swoją łysą głową. Nie za bardzo lubię wychodzić sama, jednak towarzystwo mnie wzmacnia, ale są chwile, kiedy muszę stawić czoła rzeczywistości samodzielnie i nie jest to łatwe. Wiem już, co czują cudzoziemcy o innym wyglądzie, muzułmanki, osoby na wózku, niewidome, bardzo otyłe albo bardzo szczupłe. Inne. Jako społeczeństwo nie jesteśmy gotowi na jakąkolwiek odmienność, ale łysa baba to już odmienność level hard. Dzieci na mój widok albo łapią zawiechę i milkną, albo wytrzeszczają oczy i mijając mnie oglądają się z zaciekawieniem i czasami ze zgrozą. Tylko czekam, aż któreś ucieknie z krzykiem. W sumie im się nie dziwię, że nie wiedzą jak zareagować, skoro dorośli też nie umieją się odnaleźć. A wystarczyłoby się do mnie uśmiechnąć. Albo zapytać, co się stało, czy to taki pomysł czy konieczność. I już byłby temat do rozmowy. A widzę spłoszone spojrzenia. Wychodzi na to, że rodzice ze swoimi dziećmi nie rozmawiają na tzw "trudne tematy", nie odpowiadają sensown...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
A miało być tak pięknie! Miało, ale się zesrało. Wczoraj, drugiego dnia po chemii, czułam się rewelacyjnie. Tak mi bylo dobrze, że uwierzylam, że tym razem ominą mnie te różne dodatkowe atrakcje. No i doopa. Nie ominęły. Wszystko zgodnie ze znanym mi już scenariuszem. Dwa dni względnie dobrego samopoczucia a potem zjazd. Dziś czuję się i poruszam jak najstarsza starowinka. Truchtam drobnym kroczkiem, powolutku bo tylko na powolutek mnie stać. Truchtanie ogranicza się do wypadów do lazienki albo do kuchni i z powrotem na kanapę. No rekordy biję normalnie. Głowa niby pracuje, ale na 60 procent możliwości. Tak sobie myślę, że jak ktoś choruje przewlekle i nie może pracować przez kilka miesięcy to potem strasznie trudno jest wrócić do poprzedniego trybu. Mózg na bank się psuje, a ciało robi się ciastowate. Jak poszłam biegać w sobotę to czułam, jak mi się tyłek trzęsie, a tego ostatnio nie grałam. Ostatnio, czyli miesiąc wcześniej. Ale i tak teraz miałam lepszą kondycję niż dwa lata t...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Życie jest pełne niespodzianek. Przygnałam dziś rano do szpitala na kolejne, czwarte (ostatnie czerwone gówno) tankowanie a tu....nie ma miejsca na oddziale. Zsuprajzowałam się bardzo, ale mój roztropny doktor zarządził, że mogę trutkę dostać na oddziale dziennym czyli bez spanka. Zatem już dziś wiem, jak to jest i jak będzie wygladało lanie vanisha podczas białej chemii. Jest całkiem nieźle. Nie muszę czekać w ogólnej kolejce tylko śmigam na pięterko, pod gabinetem zabiegowym pusto, pielęgniarka mnie zaprasza, mierzenie i ważenie ( jak sportowcy he he. Szkoda, że waga nie drgnęła. Niby w pierwszym tygodniu mało jem ale potem nadrabiam. Hm). Wpinka do portu czyli wyprowadzenie kabelka do kroplowki (jak cudownie, że mam ten silikonowy wlew do baku. Ja bym kłucia żyły nie przeżyła), potem sobie siedzę w Strefie Relaksu gdzie ludki czekają na swoją kolejkę. Są fotele, woda, kawa, herbata i telewizor, z ktorego lecą na okrogło jakieś straszne głupoty. Tam sobie zaczekałam na doktora...