Posty

Intro: Z góry uprzedzam, że będą przekleństwa, zatem co wrażliwsze osoby uprasza się, aby zaniechały czytania. Na wkurwie jadę. Od rana. Chyba lekarze przechodzą jakieś specjalne szkolenia, jak gadać, żeby pacjenci nie rozumieli. I nie chodzi tu o terminy medyczne tylko zwykłe sprawy typu, czy muszę mieć skierowanie idąc do Rejestracji czy nie. Jak się odpowiednio z pacjentem porozmawia i sprawi, aby czuł się jak skończony kretyn i analfabeta to jest szansa, że głupek jeden przestanie przychodzić i zawracać głowę. I ciekawe, czy im się (doktorom) tak robi samoistnie czy jednak ich uczą...hmmm. Tak dzisiaj rano myślałam a potem mi się pogłębiło. Najpierw korespondowałam z doktorem moim, o której mam do niego przyjechać do Centrum Onkologii. Potem próbowałam się dowiedzieć, czy najpierw muszę do niego, do gabinetu a potem do rejestracji a potem znowu pod gabinet - tak jak ostatnio, czy może jest jakaś inna procedura (czytając jego odpowiedzi na moje proste pytania czułam się j...
Ogarnęłam warzywo pod pachą. Ale po kolei. Woziłam się z tym gównem ze dwa dni. Pewnie trwałoby krócej ale małż był chory (wirus go dopadł) i bardziej się skupiał na swoim bolącym gardle i temperaturze, niż na mnie. Ja w sumie też się na nim skupiałam, ale kostropata kulka była tak dokuczliwa i tak się bałam, że trzeba będzie ściągać chłonkę strzykawą (a tego nie lubię, oj nie), że się wyżyłam na chorym małżu. Najpierw na niego huknęłam, że dlaczego nie wie, czy to tak ma być z tą pachą i czy powinnam się bać. Kiedy odpowiedział - zgodnie z prawdą - że nie wie, bo się nie zna na węzłach chłonnych, to już dalej poszło z górki. Dostało mu się, że się nie interesuje, że nie czyta w internetach i się nie edukuje, żeby mnie wspierać i wszystko muszę sama ogarniać! Na jego nieśmiałą uwagę, że sam się kiepsko czuje i nie miał głowy do zajęcia się moim węzłem to już z czystym sumieniem go przyatakowałam, że w końcu to ja jestem w tym domu umierająca i niech się nie zasłania swoją chorobą b...
VADEMECUM Jeżeli jesteś na początku swojej drogi walki z rakiem - mam nadzieję, że poniższe punkty pomogą Ci w działaniu. 1. To nieprawda, że rak nie boli. Jeżeli czujesz, że coś się dzieje, jesteś zaniepokojona - zbadaj się. Idź do lekarza pierwszego kontaktu i poproś o skierowanie na usg i mammografie. Nie daj sobie wmówić, że jesteś za młoda albo Ci się nie należy. Powiedz, że masz raka w rodzinie. Jeśli możesz zrobić badania prywatnie - rób. Nie są takie drogie jak nam się wydaje. 2. Jeśli coś wykryjesz - do lekarza. Nie zwlekaj. W miarę możliwości zrób biopsję cienkoigłową. Nie wiem, jak to jest w NFZ ale prywatnie kosztuje 300 PLN i można się umówić szybko.  3. Jeśli już wiesz, że masz stawonoga - nie panikuj. Załóż kartę DILO (u lekarza pierwszego kontaktu). Zrób "badanie rynku" czyli sprawdź fora internetowa dotyczące onkologów w Twoim mieście. Szukaj grup wsparcia na FB - w każdym razie pytaj, pytaj i jeszcze raz pytaj. Powiedz znajomym z czym się z...
Rzodkiewka mi wyrosła. Pod pachą. Śmieszne niemożebnie bo nie mogę luźno opuścić lewej ręki. Ha ha. W sumie wcale mi nie do śmiechu, bo pod szwem po usunięciu węzła chłonnego zrobiła się twarda gulka. Rzodkiew właśnie. Najpierw delikatnie jej dotykałam ze strachu, że mi się robią jakieś zrosty. Potem doszłam do tego, że mi po prostu zalega chłonka (czyli to, co zwykle przepływa przez węzły chłonne a teraz nie ma gdzie płynąć, więc się gromadzi w stałym miejscu spotkań i zastanawia, dokąd pójść). Okropnie to jest frustrujące z kilku powodów. Po pierwsze kurewsko mi niewygodnie z tym gównem pod pachą (ulżyłam sobie). Po drugie - do doktora mogę pójść dopiero w środę - wtedy przyjmuje w Centrum Onkologii. Dziś jest poniedziałek, muszę więc jakoś przetrwać kilka dni. Po trzecie - zła jestem okrutnie, że mi nikt nie powiedział, że coś takiego może się dziać. Dlaczego do ciężkiej cholery pacjentka wypuszczana ze szpitala nie dostaje pełnej informacji o ewentualnych następstwach pode...
Zmieniam sobie opatrunek. Zdarłam z ciała przyklejone plastry i oglądam to, co się wyłania. Hmmm. Dawno tak się nie cieszyłam na widok własnego cycka. Że go w ogóle mam. Przepraszam Was cycochy moje kochane, za te wszystkie głupie pomysły o operacjach plastycznych, za te plany powiększenia! Mea culpa że byłam taka durna. Już nigdy nie będę niezadowolona. Jesteście śliczne bo moje :) Syndrom kozy normalnie. Jak Ci z czymś niewygodnie albo narzekasz to sobie to popsuj na chwilę i jak wrócisz do normy to zobaczysz, jaka to radość. Więc patrzę na tę moją sponiewieraną pierś. Nie oszukujmy się, dwie biopsje i jeden hak to nie pieszczota. Ale wygląda całkiem przyjemnie. Trochę się zapadła ale co tam. No i mam szew. Paweł twierdzi, że jest to szew kosmetyczny (niby, że taki ładny i równy. Nie wiem, gdzie on widzi cokolwiek równego w tej plątaninie czarnych (!) nici.). Ja widzę nitki jak z popsutej maszyny do szycia ale to jest kosmetyczny i koniec. I mam się cieszyć, że nie mam szwu mate...
Sceny z życia Szpitalny korytarz.  Stoimy z Kubą, który po mnie przyjechał i czekamy na doktora, obiecał bowiem, że mnie wypisze w czwartek ,czyli dobę po zabiegu. Stoję sobie w eleganckim dresiku, pięciopalczastych skarpetkach do klapek (taki outficik gustowny) i całkiem ładnej, błękitnej w białe pasy luźnej koszuli z lekkiej bawełny. Młody patrzy na mnie zamyślony. - Nie miałaś tego wcześniej - stwierdza - Nie miałam, ale teraz już mam - odpowiadam filozoficznie - A, to szpitalne ubranie, ale teraz jest już twoje? - upewnia się Kuba - Nie, kupiłam sobie do szpitala bo nie miałam pomysłu na piżamę - mówię - I dałaś za to pieniądze??.....- Kurtyna Po zabiegu - A dokąd ty się wybierasz kochana? - siostra oddziałowa, pani Małgosia patrzy na mnie badawczo i nieco podejrzliwie. Właśnie przywiozła mnie wózkiem z OIOMu, gdzie stoczyłyśmy niemal bój o to, dlaczego nie mogę iść sama tylko musi mnie zawieźć, skoro czuję się dobrze i przecież mogę chodzić. W końcu nogi mi nie o...
Dziś, 25 maja. Przedwczoraj miałam zabieg wycięcia intruza plus dwa (chyba) węzły wartownicze. Na razie mam jeszcze opatrunek i za bardzo nie udało mi się obejrzeć frontu, więc nawet nie wiem, jak wyglądają moje szwy. Ale biorąc pod uwagę moje umiłowanie od dzieciństwa do bohaterów pokrytych bliznami (Klaudiusz, moja pierwsza miłość z czasów przedszkola, miał nogę w gipsie i bardzo mi imponował, więc sama przy każdej kontuzji błagałam chociaż o plaster, żeby było bohatersko) to mogę już czuć się bohaterką. Czy to zabrzmi kretyńsko jak powiem, że w szpitalu było miło? Otwock, Europejskie Centrum Zdrowia - cudne pielęgniarki, odjechany anestezjolog, czysto, miło. Nie chcę tam wracać, co to, to nie. Ale było spoko. A dziś...odpoczywam. Przyniosłam ze sklepu tylko łubiankę truskawek i pomidorki. Siedzę, patrzę na koty...i planuję warsztat w poniedziałek. Bo do pracy chcę :)