Posty

Cale życie się przygotowywalam do tej chwili. Wszystkie trudne sytuacje, porażki, bolesne upadki, załamania, braki wiary i bezsilność. I wszystkie zwycięstwa nad swoją slabością, wzloty, osiągnięcia - prowadziły mnie do dzisiejszego dnia. Najpierw na kolana, kiedy myślałam, że się nie podniosę. A potem wstawalam, otrzepywałam kolana, wycierałam gile i łzy i do boju. Czasami jak Scarlet OHara mowilam sobie "jutro o tym pomyślę, jutro będę się martwila". Zbierałam siły i doświadczenia aby dziś stanąć do walki. Brzmi koszmarnie patetycznie i wzniośle, ale tak to czuję. A jeszcze świat mi sprzyja. Pogoda w sam raz, nie za ciepło i nie za zimno. I jeszcze tak mi się wszystko poskladało, zebym sobie poradzila. Jakby los mnie przygotowywał do tej trudnej walki. Dwa lata temu zaczęłam biegać i ćwiczyć intensywnie na silowni - wzmocnilam organizm, wytrenowalam serce, obniżyłam tętno. Zmieniłam dietę. Małż w międzyczasie skonczył swoją terapię systemową i jest dla mnie ogromnym, ś...
Dziś mam kompulsję kulinarną. Skoro pada i wieje - czujemy się zwolnieni z obowiązku jechania na działkę. Zatem rano zakupy w warzywniaku i wdzięczny wzrok pana Andrzeja, kiedy zostawiamy u niego stówę. Potem obładowani jak Trzej Królowie gnamy do domu bo zaraz lunie. I od momentu przyniesienia zakupów stoję przy kuchni i realizuję się kulinarnie. Gdybym mogła, nagotowałabym jedzenia dla batalionu wojska. Muszę się ograniczyć do trzech osób. I jeszcze mam tak śmiesznie, że do konkretnego gotowania potrzebuję konkretnej muzyki. Jak tworzę bałkańskie albo tureckie jadło to puszczam sobie Cecę albo bałkańską czałgę. Ja otwieram balkon ...a małż zamyka, bo twierdzi, że muza grzmi na całym osiedlu. No i niech grzmi! Jak mi dzwony napieprzają z pobliskiego kościoła to ja tego muszę słuchać. Jak gotuję hiszpańskie potrawy albo jakieś takie egzotyczne - to leci kubańskie reggaeton albo karaibskie rytmy - pasują też do tajskiej kuchni, nie wiem dlaczego. Ale dobrze, ze nie robię sushi bo mus...
Zostałam robocopem, albo panią Frankensztajnową, albo może androidem, w każdym razie wyglądam jak patchwork. Od wczoraj mam port naczyniowy. Innymi słowy na wysokości obojczyka znajduje się wlew do baku, przez który będę pół roku tankowała domestos i vanish i inne świństwa. Mam w sobie 28 centymetrów rurki i silikonową "zawleczkę". Żeby połączyć jedno z drugim najpierw zrobili mi  dziurę w żyle i wpakowali ową rurkę, a potem przekopali się pod skórą do miejsca umocowania portu. Przybyło mi blizn i szwów. Wiem! Jestem jak Rambo! Kuba dzisiaj oglądał filmik na youtube z zakładania portu i miał minę, jakby chciał się porzygać. Dobra, ja filmiku nie obejrzę. Zakładanie trwało 40 minut, na "głupim jasiu" więc po całej imprezie nie umiałam sobie przypomnieć szczegółów ale pamiętam, że oglądałam z zainteresowaniem tabliczkę na oknie "nie otwierać okna", potem przykryli mi głowę płachtą i wcale mi to nie przeszkadzało a na koniec powiedzieli, że to koniec. I si...
Obraz
Trochę się działo od mojego ostatniego wpisu. Walczę wciąż i nie odpuszczam. Cyk zmiany. Ci, co wiedzą to wiedzą a co nie wiedzą, to na koniec wrzucę info co to takiego. Obserwując siebie dochodzę do wniosku, że wciąż jestem w fazie pierwszej choć pozornie zmierzam dzielnie do przodu. W każdym razie działam, dowiaduję się, konsultuję, sprawdzam, podejmuję jakieś decyzje i wydawałoby się z zewnątrz, że ja taka ogarnięta i poukładana - no cud miód mądra kobieta, bez strachu w sercu, wiem co dla mnie dobre i zamiast lamentować to po prostu do boju. Ale to zmyła jest, taka fasada elegancka. Bo nawet, jeżeli mózg mówi, że muszę mieć chemię bo to moje zdrowie, to mój drugi mózg (albo moje rozdwojenie jaźni) mówi, że przecież nie wiadomo, czy ja mam jeszcze jakieś komórki i niech mi udowodnią i mnie przekonają, zanim zaczną we mnie lać domestos i vanish. Umówiłam się jeszcze na konsultację z innym onkologiem, żeby pogadać, Więc walczę, wciąż nie wierzę, że mnie to jednak spotkało i czekam...
Dziś to jest ten dzień kiedy wszystko idzie nie tak. Nie będę wdawać się w szczegóły bo to jakby przeżywanie stresów i irytacji po raz kolejny ale czasami jest pod górę. I dziś tak mam. I się boję tej chemii im bliżej do niej. I niepotrzebnie, albo potrzebnie - jeszcze nie rozstrzygnęłam - zaglądam na różne fora i się dołuję jeszcze bardziej, bo trafiam głównie na opowieści straszne i smutne i dołujące właśnie. W sumie może potrzebnie bo mnie rzeczywistość potem nie zaskoczy no i dowiaduję się, że powinnam kupić witaminę D i K i przygotować się pić napar z siemienia lnianego, bo mnie będzie bolał przełyk. No bosko.  I mam te cholerne (chciałam napisać pierdolone ale mi jakoś głupio) uderzenia gorąca które mnie ...no dobra, wkurwiają do imentu bo siedzę sobie i pracuję albo oglądam tv albo co gorsza - szkolę i nagle włącza mi się grzanie. Było dobrze i komfortowo a jest za gorąco i zaczynam się rozbierać. Co za cholera jakaś przebrzydła wymyśliła taki mechanizm, żeby się ogrzewan...
Uffff. Dzień świra dzisiaj miałam normalnie. Spotkanie z moją doktor od chemioterapii. Ale po kolei.  Najpierw czekałam tydzień, żeby do mnie ktoś zadzwonił z ECZ w Otwocku - ale nikt nie dzwonił. W końcu jak zadzwonili to miła pani wyznaczyła mi termin wizyty...za trzy dni. Ja tu w szale szkolenia - akurat siedziałam we Wrocławiu z perspektywą powrotu do Wawy i kolejnego warsztatu a tu drugiego dnia mam mieć wizytę i nie ma zmiłuj. Kolejny termin za dwa tygodnie ...to ja zdążę umrzeć przecież. Więc ruszyłam niebo i ziemię czyli zadzwoniłam do klienta i udało się drugi dzień przenieść na trzeci dzień więc w połowie warsztatów mam dzień przerwy i właśnie dziś to wypadło, zatem pojechałam do Otwocka.  Dojeżdżam do Otwocka 15 minut przed czasem. Myślę - luzik zdążę jeszcze na siku. Karnie pobrałam bilecik na wjeździe i powolutku zmierzam kawał drogi przez las pod szpital, żeby zaparkować. Powodzenia. Wszystko zajęte. Wciepałam się obok jakichś samochodów ale b...
Intro: Z góry uprzedzam, że będą przekleństwa, zatem co wrażliwsze osoby uprasza się, aby zaniechały czytania. Na wkurwie jadę. Od rana. Chyba lekarze przechodzą jakieś specjalne szkolenia, jak gadać, żeby pacjenci nie rozumieli. I nie chodzi tu o terminy medyczne tylko zwykłe sprawy typu, czy muszę mieć skierowanie idąc do Rejestracji czy nie. Jak się odpowiednio z pacjentem porozmawia i sprawi, aby czuł się jak skończony kretyn i analfabeta to jest szansa, że głupek jeden przestanie przychodzić i zawracać głowę. I ciekawe, czy im się (doktorom) tak robi samoistnie czy jednak ich uczą...hmmm. Tak dzisiaj rano myślałam a potem mi się pogłębiło. Najpierw korespondowałam z doktorem moim, o której mam do niego przyjechać do Centrum Onkologii. Potem próbowałam się dowiedzieć, czy najpierw muszę do niego, do gabinetu a potem do rejestracji a potem znowu pod gabinet - tak jak ostatnio, czy może jest jakaś inna procedura (czytając jego odpowiedzi na moje proste pytania czułam się j...