Posty

Tam tararam!!! Mogę odtrąbić zakończenie leczenia! Moja pani doktor radiolog (jeśli chodzi o lekarzy w ogóle, w trakcie leczenia mojego skorupiaka, to była moim trzecim lekarzem, nie licząc różnych dodatkowych przedstawicieli służby zdrowia, którzy się pojawiali na krótko) otóż pani doktor kazała myśleć o sobie (ja o sobie, nie o niej) jako osobie zdrowej. Przeszłam leczenie "po byku" - to cytat. Podsumowując: wycięcie skubańca, 4 czerwone obrzydliwe chemioterapie, 12 białych, 20 cykli radioterapii. Plus na koniec w ramach deseru na najbliższe lata (5 do 8) Etruzil, takie coś, co mi obniża poziom estrogenów. Tja, wnioskuję, że może mi się w takim razie podniesie poziom testosteronu i porosnę futrem, głos mi się obniży i zagustuję w kobietach. Tak mi wieszczył małż ostatnio. Się zobaczy. W każdym razie bilans zysków i strat jest następujący: Zakładam, że skorupiaka już nie ma. Poszedł WON. Przybyło mi nieco kilogramów, ale nie tak dużo, jak straszyli. Wyokrągliłam si...
Jestem złym człowiekiem. Gadam, co bym zrobiła w różnych sytuacjach, a jak przyjdzie co do czego to dupa. Stoję dziś pod wileniakiem i czekam na autobus. Tam jest zawsze dużo różnych ludzi: alkoholików, bezdomnych, grajków ulicznych, trochę patologii. Podchodzi do mnie wysoki, przyjemny na twarzy młody mężczyzna, porządnie ubrany i mówi, że jest bezdomny i zbiera pieniądze na jedzenie i nocleg. Ponieważ nigdy nie mam przy sobie kasy powiedziałam, że niestety nie pomogę bo nie mam gotówki. Przeprosił i poszedł dalej. Podchodził do wszystkich ludzi na przystanku i każdemu mówił to samo. Czasem dostał jakiś drobniak. Nie mówił jęcząco-proszącym głosem, nie wdzięczył się, nie śmierdział alkoholem. Po prostu mówił jak mantrę. W pierwszym odruchu pomyślałam, że go zabiorę na zakupy i kupię mu jedzenie. Potem, że mogę mu też kupić obiad. A potem jak ta durna zaczęłam kombinować, że to może jakiś wariat i mnie na przykład dźgnie nożem, że może to jakaś akcja społeczna i pomagając wyjdę na ...
Hm. Czekam, aż wrócę do stanu fabrycznego. Miałam taką wizję pozytywną, że tuż po chemii zacznę się regenerować i zdrowieć w tempie wybitnym i szybko wrócę do normy i wszystko będzie jak dawniej. A tu figa z makiem czyli przysłowiowa dupa. Chudnięcie mi idzie opornie, włosy odrastają baaaaaardzo wolno, brwi też, rzęsy chyba zapomniały, że mają odrosnąć. A do kompletu mam neuropatię czyli popaliło mi końcówki nerwowe w palcach i od kilku tygodni mnie mrowią albo tracę czucie. Niby wiedziałam, że tak będzie ale zawsze jest nadzieja, że mnie to może ominie. Nie omija. Palce stóp co wieczór mnie bolą a moje wypielęgnowane i śliczne paznokietki wyglądają....już nie tak ładnie. Dziś miałam drugą radioterapię. W Sylwestra pierwszą. Takie fajne zakończenie roku. I rozpoczęcie. Zatem dziś po raz drugi przyatakowałam wielki  zderzacz hadronowy na Wołoskiej. Ciekawe, że technicy radioterapii to chyba w większości młodzi i bardzo sympatyczni panowie. Dziewczyny przemiłe też są ale jakby mni...
Skończyłam chemioterapię. Finito. Od 16 lipca najpierw co dwa tygodnie a potem co tydzień niby rano, ale jakoś tak coraz później czyli po 9.00 małż dowoził mnie do szpitala. Przy wejściu tłum i zawsze to samo pytanie "kto z państwa ostatni do rejestracji". Potem pilnowanie swojej kolejki, przywitania ze stałymi bywalcami, uśmiechy, rozmowy z przemiłymi paniami w rejestracji. Potem na pierwsze piętro do gabinetu zabiegowego na wpięcie "okablowania" do portu i towarzyszący mi od kilku tygodni lęk ile kilogramów wskaże waga. Pobranie krwi przez rurkę w porcie (nie przeżyłabym cotygodniowego wkłuwania się do żyły, o nie) i czas oczekiwania na wyniki morfologii. Będzie tankowanie czy nie. Ani razu nie miałam odłożonej chemii. Uff. Fakt, jadłam zacnie i bardzo o siebie dbałam kulinarnie (niby dlaczego się tak bałam wagi) ale też mój doktor jak tylko zauważył, że mi siadają wyniki od razu ordynował zastrzyki na poprawę parametrów krwi. Zatem po pobraniu juhy mieliśmy cza...
Wczoraj 9 chemia. Rządzące oszołomy wymyśliły dzień wolny, więc w szpitalu zamknięty barek - czyli bez kawy i soku. Wszystko w okolicy zamknięte. Apteka w szpitalu też nieczynna i widziałam panikę w oczach młodego mężczyzny, który biegł z nadzieją w stronę wejścia. Nie. Dzień odpoczynku dla kiboli po zadymach 11 listopada. Małż też miał przymusowe wolne, więc nie musiał wracać biegiem ze szpitala tylko sobie poszliśmy na spacer czekając na wyniki badań. Miło bardzo. Ogólnie wszystko poszło sprawnie i szybko. O 15.00 byłam w domu. Dobrze się czułam, nic nie bolało. A potem mnie napadło, żeby poćwiczyć jogę i się zaczęło. Wyobraż sobie, że owijają Cię workami z mokrym piaskiem i każą robić asany. Nagle odkryłam, że nie mogę się złożyć, bo mi przeszkadzają nadmiary. Po sterydzie zebrała mi się woda i czułam się jak mama Muminka. Skłony, pies z głową w dół, powitanie słońca - myślałam, że umrę. Trzęsły mi się ręcę i trząsł mi się tyłek. Masakra. Zasapałam się i spociłam. A pół roku temu b...
Dzisiaj mam dzień głębokoch rozkmin dotyczących lenistwa. W sensie - skąd wiadomo, czy jak leżę trzeciego dnia po chemii to jestem zmęczona czy leniwa? Żeby za bardzo się nie osadzić w zmęczeniu vel lenistwie postanowiłam pójść na siłownię. Przemawiają też za taką aktywnością całkiem racjonalne argumenty,  mianowicie mam oponkę. Nigdy, przenigdy nie miałam a teraz mam. Nawet za czasów spasienia się bez umiaru czyli kiedy pierwszy raz wyjechałam do babci z moim ówczesnym chłopakiem a obecnym małżem. Chciałam mu bardzo pokazać kuchnię bułgarską więc pokazywałam, samej korzystając do woli. Bułgarska babcia też zadbała o edukację kulinarną do tego stopnia, że w dniu powrotu ukochany mężczyzna dopinał dżinsy leżąc. Ja nic nie dopinałam bo się nie zmieściłam. Zostały mi sukienki. Ale i wtedy nie było tego okrągłego i miękkiego świństwa z przodu. Była gruba dupa i mocarne uda. Teraz mam wszystko. I traumę. Nie mogę na siebie patrzeć w lustrze bo przez lysą głowę reszta wydaje się wi...
Nie miała baba kłopotu to wymyśliła, że pójdzie do centrum medycyny naturalnej. Dwa tygodnie temu. Pomysł się wziął stąd, żeby się wzmocnić w trakcie chemii. Jak czytam o alternatywnych sposobach wspierania organizmu to powinnam: łoić zakwas z buraków, lać w siebie kroplówkami witaminę C koniecznie lewoskrętną !! i doprawiać kurkuminą. Pić herbatki ziołowe rozmaite,  soki warzywne hektolitrami (terapia Gersona), łykać witaminę D, K iB12 oraz essentiale forte ochronnie na wątrobę. No i popijać olejek konopny albo przynajmniej palić zioło raz w tygodniu lub suplementować się ziółkiem i piec ciasteczka z magicznym składnikiem. To ostatnie najbardziej do mnie przemawia i na to gotowość mam ogromną. Naczytałam się o tym wzmacnianiu i postanowiłam bohatersko zmierzyć się z medycyną naturalną. Zaczęłam ćwiczyć jogę w końcu, dlaczego więc nie zaufać też Chińczykom. Od jakiegoś czasu na śniadanie zajadam kaszę jaglaną z kurkumą, imbirem i suszonymi owocami, przepis zaczerpnięty z kuchni ...